Epos o Zajętości Wiecznej, czyli Aquapark Przeznaczenia i Domykające się Koło Winnych Korków

witryna należy do Igora Mościckiego

Epos o Zajętości Wiecznej, czyli Aquapark Przeznaczenia i Domykające się Koło Winnych Korków

Każdy z nas realizuje swój własny model życiowy.

Taki prywatny „plan pięcioletni”: praca, awans, kredyt, wakacje all inclusive i koniecznie pięciogwiazdkowy hotel z Aquaparkiem, bo przecież dziecku trzeba zapewnić dzieciństwo… między jedną a drugą nieobecnością.

Po drodze przestajemy zauważać, co się dzieje wokół. Nie dlatego, że jesteśmy źli. Tylko dlatego, że jesteśmy zajęci. Zajęci tak bardzo, że nawet przypominajki w kalendarzu zaczynają wyglądać jak spam.

„Zadzwoń do babci” – przełożone na język dorosłych znaczy: „Otwórz dodatkowy projekt emocjonalny, bez budżetu i bez deadline’u, najlepiej w godzinach 21:30–21:33”.

„Odwiedź rodziców” – czyli: „Wciśnij w grafik dojazd przez miasto, w którym korki są już nie zjawiskiem, tylko stylem życia”.

„Złóż życzenia” – to akurat proste. Klikasz, wysyłasz gif z brokatowym tulipanem, proszę bardzo: relacja podtrzymana. Tylko potem przychodzi ten moment, kiedy ktoś pyta: „A ty w ogóle wiesz, co u mnie?”. I nagle okazuje się, że brokat nie przenosi treści.

„Pojaw się na występie dziecka” – wpisane w kalendarz, zaznaczone na czerwono, podkreślone, alarm ustawiony… i co? I nic. Bo dzieje się życie. A życie, jak wiadomo, zawsze ma pilniejsze dla ciebie wydarzenie.

I tu zaczyna się ulubiona dyscyplina współczesnego człowieka: tworzenie wytłumaczeń, w których nie ma winnych.

Nie zawiniłem ja: zawinił przełożony, korki na mieście, delegacja, deszcz… no zawinił WSZECHŚWIAT, który nie potrafi się zsynchronizować z moim Outlookiem.

A najpiękniejsze jest to zdanie-kameleon: „Przecież ja to robię dla was!” Dla was, czyli: wrócę późno. Dla was, czyli: nie odbiorę. Dla was, czyli: nie przyjadę. Dla was, czyli: nie zauważę.

W zamian będzie za to „COŚ”: nowe auto, lepszy standard, większy telewizor, wczasy z opaską i trzy rodzaje hummusu do śniadania… I niby wszystko się zgadza — tylko w tym pakiecie nie ma tego, czego nie da się kupić: czasu i obecności.

I tak powoli zakręcamy i domykamy koło. Na dzieciach, wnukach, bliskich. Uczymy ich tego samego modelu: że w życiu trzeba być „ogarniętym”, „ambitnym”, „w biegu”. Że relacje to coś, co się obsługuje — jak powiadomienia. Że miłość jest ważna, ale jednak po kwartale.

A dzieci patrzą i uczą się bez słów. Nie z tego, co mówimy. Z tego, kogo nie ma.

I kiedy dorosną, zrobią dokładnie to samo. Tylko lepiej. Skuteczniej. Nowocześniej. Będą mieli jeszcze więcej powodów, jeszcze bardziej uzasadnionych. I kiedy zadzwonisz, usłyszysz w słuchawce znajomy ton, tylko w nowej wersji językowej:

„Mamo, teraz nie mogę, mam call.” „Tato, wiesz… korki.” „Babciu, napiszę później, bo jestem w delegacji.”

A ty będziesz siedzieć z tym absurdalnym odkryciem, że wychowałeś człowieka sukcesu, który nie ma czasu. Dla ciebie. I będziesz próbował to sobie jakoś wytłumaczyć, bo przecież tak jest lżej.

„Dobrze, że im się układa.” „Ważne, że są szczęśliwi.” „Mają swoje życie.”

Oczywiście, że mają. Tak jak ty miałeś.

I tu wchodzi czarny humor, cały na czarno, bez znieczulenia: najbardziej ironiczne w tym wszystkim jest to, że starość przychodzi punktualnie. Bez przypominajki. Bez opóźnień. Bez korków.

A kiedy już będziesz „stary” — o ile dożyjesz — nagle okaże się, że świata nie interesuje twoja legenda o byciu zajętym.

Nie interesuje go, że „ktoś musiał zarobić”. Nie interesuje go, że „chciałeś im dać lepiej”. Nie interesuje go, że „miałeś ciężki okres”.

Nie masz czasu — rozumiem. Tylko przestań udawać, że to zawsze czyjaś wina.

Bo rachunek jest prosty: jeśli cię nie ma, to cię nie ma. I nie płaci się za to pieniędzmi, tylko ciszą — w domu, w telefonie, na krześle obok.

To wszystko nie było trudne — tylko nigdy nie było pilne.

A potem odkryjesz, że świat nauczył się bez ciebie żyć — i zostaniesz bezużyteczny.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *