Talent, zazdrość i reszta telenoweli

Współczesne trendy w sztuce a trudność przebicia się talentu. Kilka obserwacji z teraźniejszości
Dzisiejszy świat sztuki jest pełen sprzeczności. Z jednej strony – never-ending festiwal kreatywności, social media, platformy sprzedażowe, łatwy dostęp do materiałów i inspiracji. Z drugiej – ogromny szum informacyjny, zamknięte środowiska, modne narracje i hierarchie, które często wyglądają jak klub z selekcją przy wejściu. Dla wielu utalentowanych malarzy problemem nie jest brak umiejętności, tylko to, że coraz trudniej „przebić się” tak, by realnie utrzymać się ze swojej pracy.
1) Trendy: mniej „warsztatu”, więcej opowieści
Współczesna sztuka często premiuje nie tyle sam kunszt, co kontekst: historię, deklarację, manifest, aktualny temat. Oczywiście — świetnie, jeśli za obrazem stoi myśl. Problem pojawia się wtedy, gdy narracja staje się ważniejsza niż jakość, a rzemiosło zaczyna być traktowane jak coś drugorzędnego.
W efekcie malarz może słyszeć, że „to nie pasuje”, „to nie jest teraz sprzedażowe”, „to nie ten kierunek”, choć obiektywnie warsztatowo jest lepszy niż większość tego, co akurat krąży w obiegu. To potrafi człowieka wykończyć psychicznie: bo jak konkurować, gdy reguły są ruchome, a kryteria często zależą od gustu, układów, albo chwilowej mody?
2) Galeria, komis, „branża”: ludzie i ich interesy
Nie oszukujmy się: galerie i komisje to też biznes i relacje. Część działa uczciwie i profesjonalnie, ale część funkcjonuje jak system filtrów, w którym liczą się „wymogi”, formaty, zgodność z linią, a czasem po prostu wygoda właściciela.
I tu rodzi się frustracja. Bo artysta często ma poczucie, że zamiast rozmawiać o sztuce, wchodzi w urzędniczy tryb: proszę się wpasować, proszę się dostosować, proszę nie wychodzić przed szereg….
3) Praca „w firmie” jako zderzenie z innym światem
Wielu twórców trafia na etat lub dorywki nie dlatego, że chce, tylko dlatego, że musi. I to bywa zderzenie brutalne: mikro- i makro-środowiska, w których rośnie liczba „kierowniczych przydomków”, a maleje ilość zwykłej przyzwoitości.
Talent i pracowitość potrafią tam nie pomagać, tylko przeszkadzać. Im lepiej coś umiesz, tym większa szansa, że narobisz sobie kłopotu pod tytułem: zazdrość, podkopywanie, „co ty tu pokazujesz”, „zaraz nam wyjdziesz na lepszego”. W takich miejscach kompetencja bywa traktowana jak zagrożenie, a nie jak wartość.
4) Co więc realnie może zrobić utalentowany malarz?
Moim zdaniem recepta jest mało romantyczna, ale skuteczna: produkować swoje szczęście ilością pracy. Nie w sensie masówki bez serca, tylko w sensie konsekwencji.
- Tworzyć, tworzyć, tworzyć. Regularnie. Nawet wtedy, gdy nikt nie klaszcze.
- Być obecnym tam, gdzie jest rynek. Wystawiać prace na otwartych portalach i aukcjach (np. Artmajeur i podobne), budować portfolio online, prowadzić archiwum prac.
- Nie dać się złamać „opiniom”, które są tylko gustem albo wygodą. Jeśli ktoś mówi, że to „nieładne” albo „nie pasuje” – warto spytać: nie pasuje do czego? Do ich klienta? Do ich mody? Do ich estetyki? Bo to nie zawsze znaczy, że praca jest zła.
- Budować własny ślad. Styl, serię, temat, charakter. Coś, co po czasie staje się rozpoznawalne.
Bo prawda jest taka: w dzisiejszych czasach często nie wygrywa ten, kto jest najlepszy. Wygrywa ten, kto jest najlepszy i jednocześnie nie znika.
5) Krytyka: słuchać, ale mądrze
Jest jeszcze jedna rzecz, która odróżnia artystę dojrzewającego od artysty sfrustrowanego: zdolność do przyjmowania krytyki bez tracenia kręgosłupa.
Warto słuchać uwag – szczególnie tych sensownych i konkretnych – bo nawet największy talent może czasem zrobić rzecz słabą. I to nic złego, dopóki człowiek umie sobie zadać pytanie:
- Czy faktycznie ma rację?
- Czy mogę coś ulepszyć w kompozycji, kolorze, wartości, narracji obrazu?
- Czy to jest krytyka mojej pracy, czy tylko czyjegoś gustu?
Krytyka jest dobra, jeśli pomaga ci rosnąć. Jeśli ma cię tylko zawstydzić albo ustawić w szeregu – to nie jest krytyka, tylko TRESURA.
6) Najważniejsze: konsekwencja zamiast wiary w „odkrycie”
Wielu artystów wciąż czeka na moment, w którym „ktoś ich odkryje”. Problem w tym, że dzisiejszy świat rzadko kogokolwiek „odkrywa”. Raczej zauważa tych, którzy już są w ruchu: publikują, pokazują, sprzedają, pracują seriami, budują historię.
Dlatego najuczciwsza strategia to: nie poddawać się, działać regularnie, robić swoje, poprawiać warsztat i wypuszczać prace w świat.
Z czasem ten ślad robi się widoczny. A jeśli jest unikalny i konsekwentny – prędzej czy później ktoś go kupi, udostępni, zapamięta. I wtedy zaczyna się proces, który jest mało spektakularny, ale prawdziwy: powolne budowanie życia z malarstwa.
