Największy przekręt w dziejach ludzkości…
… czyli jak wciąż każą nam wierzyć w bajki o przeszłości
Przez lata studiowania historii sztuki podziwiałem wszystkie te zakamarki dziejów: talent, geniusz, precyzję i ten niepokojący fakt, że współczesna kultura — mimo technologii, laboratoriów i „postępu” — często nie potrafi nawet zbliżyć się do poziomu wykonania wielu dawnych dzieł. I nie chodzi tu o romantyczne wzdychanie nad „lepszymi czasami”, tylko o zwykłą, trzeźwą obserwację: patrzysz na coś, co przetrwało tysiące lat, zrobione z dokładnością niemal obsesyjną, a potem słyszysz wyjaśnienie tak uproszczone, że aż boli.
Bo nadal wpaja się ludziom, że piramidy to po prostu grobowce jakichś ludzkich „ważniaków” — faraonów — a cała historia sprowadza się do tego, że ktoś miał władzę, więc kazał innym nosić kamienie. Angkor Wat? Oczywiście: zespół religijnych budowli, wzniesionych przez zirytowanych, półwykształconych mnichów, którzy akurat mieli wolne popołudnia i dostęp do niewyczerpanych zasobów pracy, logistyki i inżynierii. Koloseum? Wiadomo, Rzymianie — i koniec tematu. Wystarczy dopisać, że „mieli zaprawę”, „mieli niewolników”, „mieli determinację”, więc jakoś to poszło. A gdy ktoś zapyta o detale: jak rozwiązano konkretne problemy konstrukcyjne, transportowe, pomiarowe, planistyczne; jak utrzymano standard i symetrię; jak wyprodukowano i przemieszczono masę materiału, jak kontrolowano tolerancje wykonania — dostaje w odpowiedzi ogólniki. Zamiast badać: uspokaja się.
Głowa boli, bo wciąż słyszymy to samo, jakbyśmy nie mieli żadnego postępu technologicznego w dziedzinie analiz, ustaleń i datowania. Jakbyśmy z góry odmawiali ponownego badania zabytków i artefaktów, które mogłoby doprecyzować fakty, zweryfikować rozbieżności, a czasem — tak, to też jest możliwe — pozwolić sformułować nowe hipotezy i odważniejsze przypuszczenia.
Zamiast tego trzymamy się narracji wygodnych, oswojonych, powtarzanych jak mantra. Nadal potrafimy mówić, że Biblia to książka spisana niemal „ręką świętą”, a zaraz obok utrzymywać, że prehistoryczne jęki same z siebie wyewoluowały w mowę, a ciągłe uderzanie głowami o drzewa doprowadziło do powstania muzyki. Jednocześnie potrafimy patrzeć na monumentalne budowle, na niewytłumaczalną precyzję dawnych realizacji, na spójność układów urbanistycznych i symbolikę, która wraca w odległych cywilizacjach — i wciąż udawać, że to wszystko to przypadek, fantazja i „prosty rozwój”.
Nie chodzi o to, żeby od razu dopisywać do wszystkiego kosmitów, Atlantydę czy tajne bractwa. Chodzi o elementarną uczciwość intelektualną: skoro mamy narzędzia, by sprawdzać, porównywać, analizować i mierzyć — to korzystajmy z nich bez lęku, że wynik okaże się niewygodny. Bo największym przekrętem nie musi być to, co naprawdę wydarzyło się w przeszłości.
Największym przekrętem może być to, jak uparcie wmawia się nam, że już wszystko wiemy.

Najnowsze komentarze